Autor: Pilipiuk Andrzej
Wydanie polskie: 2012
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Jestem świeżo po przeczytaniu "Szewca z Lichtenrade" Andrzeja Pilipiuka, więc żeby nie marnować czasu, którego i tak mam troszeczkę, co nieco Wam o niej opowiem.
Książka ta to zbiór dziesięciu opowiadań jednego z moich ulubionych polskich pisarzy, i chyba jedynego, jakiego czytam. Z jego książkami zetknęłam się już w gimnazjum, kiedy to przeczytałam Kroniki J. Wędrowycza. Już wtedy mnie oczarował styl jego pisania i to, w jaki sposób zabiera czytelnika to światów, jakie stworzył. Dokładnie tak samo dzieje się w tej książce. Każde opowiadanie to oddzielna historia innego bohatera, których można było poznać w innych jego opowiadaniach. Jeśli jest to pierwsza książka, którą czytasz tego autora to nic, bohaterowi są tu ważni, ale nie najważniejsi, nic nie szkodzi na przeszkodzie do poznania ich właśnie w tym momencie i tej książce. Pierwszym opowiadaniem jest Wunderwaffe, które jest mi już znane a ostatnie to właśnie opowiadanie o tytułowym Szewcu z Lichtenrade. Czytając te opowiadania każdemu może do gustu przypaść inny bohater i inna historia. Mnie z dziesięciu opowiadań do gustu najbardziej przypadły dwa opowiadania, a mianowicie Sekrety Wysypy Niedźwiedziej oraz "Yeti ciągną na zachód". Nie wiem czy to jakiś fetysz, ale w książkach Pilipiuka najbardziej urzeczona jestem zawsze bohaterami, którzy mają ponad pięćdziesiąt lat, z którym spotykamy się w Sekrecie Niedźwiedziej Wyspy plus do tego Rosjanie! Oh, uwielbiam jak o nich pisze. Muszę jednak to uwielbienie w tej książce oddać panu Robertowi Stromowi, zbieraczowi antyków, bezwartościowych rzeczy wg. jego przyszłej narzeczonej Marcie. W tej książce opowiadania z jego udziałem były najbardziej intrygujące i pochłaniałam je wręcz z prędkością światła. I jak już wspomniałam "Yeti ciągną na zachód" to najlepsze opowiadanie.
Uwielbiam jego poczucie humoru. Uwielbiam to jak z nudnych - dla niektórych, nigdy nie przepadałam za historią - ciekawostek potrafi wyczarować tak wspaniałe i zabawne historie, dodajmy do tego odrobinkę fantastyki, świetnie wykreowane postacie i mamy przepis na świetną lekką książkę.
Książka, która składa się z kilku opowiadań trudno jest ocenić, i jeszcze trudniej napisać jest coś, co zachęci wszystkich do sięgnięcia po nią. Wiem jedno w każdym opowiadaniu widać miłość autora do historii i zaskakujących zwrotów akcji czy zakończeń, a czy nie właśnie tego szukamy w książkach? Myślę, że tą książkę można śmiało potknąć pod nos nawet czytelnikowi, który stroni od fantastyki jak burak od cebuli i będzie nią zachwycony.
Nie chcę zdradzać szczegółów kolejnych opowiadań, by nie popsuć Wam dobrej zabawy, jedyne, co pozostanie mi do powiedzenia to, że zachęcam Was do sięgnięcia po nią, jak i po wszystkie inne książki tego autora. Nie jest to jednak książka, która porwała mnie od pierwszej do ostatniej strony. Cenię Pilipiuka za lekkie pióro i świetnych bohaterów, jednak książka ta wpasowuje się gdzieś po środku jego twórczego geniuszu. Myślę, że przeczytałam dostatecznie dużo jego książek by móc to ocenić. Najlepsza jego książka, którą do tej pory wspominam po Kronikach o Jakubie, jest "Operacja dzień wskrzeszenia".
A teraz czas na innego polskiego autora, Jacka Piekarę i jego "Alicję", idę czytać, a Wy się trzymajcie.
I nich moc książek będzie z Wami!